Pochwalę się przy okazji, że przez te wszystkie lata rozwinęłam się:))) Hahahahahhaah Otóż pierwszy worek to gotowiec ze sklepu papierniczego, ot zwykły worek nylonowy. Potem był podobny worek, zakupiony w markecie za grosze, ale ozdobiony gotową aplikacją z pasmanterii. Aplikacja ściągnięta przez sprzedawczynię na zamówienie, bo synek nie chciał niczego innego tylko krecika z czeskiej bajki. Ciężko było, ale miła pani znalazła go nam. Potem tego nieszczęśnika jeszcze kilka razy naszywałam na nowe worki. I ostatni, uszyty od podstaw przeze mnie, i sam worek, i aplikacja.
Oczywiście starszy syn zużył kilka tych zwyklaków, młodszy krecika nosił na różnych tłach, więc i szycie worków dla córci czeka mnie jeszcze pewnie kilka razy:)

