sobota, 26 listopada 2016

SAL Choinka 2016 cz.11 - Kalendarz adwentowy cz. 3

      W zasadzie post mógł zostać opublikowany w pierwszym terminie, tj. 24.11, ale wciąż łudziłam się, że trafię na słoneczną pogodę i zrobię lepsze zdjęcia. Nie udało się. Zatem pokażę to co mam na dzień dzisiejszy, a mam już pewnie połowę:)


       W poprzednim poście pisałam o zaginięciu muliny. Niestety nie udało mi się jej odnaleźć i znajdę ją pewnie latem lub w innym najmniej oczekiwanym momencie. Wykorzystałam inne pasemko i ...


zaczęły się schody. W mojej pasmanterii nie sprzedają już Anchora, a w drugiej nie było potrzebnego numeru. Zamawiać w sieci 2-3 pasemka mija się z celem. Przeszukałam internet, by znaleźć zamienniki, potem własne zbiory i ... Anchor 44 nijak się ma do Ariadny 496. 


Porównywałam wieczorem przy sztucznym świetle i przykładałam mulinę do haftu w świetle naturalnym. I kanwę przekręcałam, i muliną kombinowałam, i pod kątem, i z dala, i bliska, i dla mnie 687 Ariadny to 44 Anchora. Zerknijcie sami


Potem poszło już gładko, niby jakieś jedno prucie, potem jakoś ten dół nie zgrał się z gwiazdkami z góry i kolejne prucie, ale ...


nie zniechęca mnie to wcale i dalej sobie haftuję. Najgorsze czyli zmianę napisu też mam już za sobą. Przejrzałam w necie dziesiątki alfabetów, przejrzałam posiadane gazetki, zakupiłam nawet nową i udało się. Napis na kartce wyrysowany. Teraz tylko przenieść na płótno


Dodać pod spodem bombeczki i ... nie mam pomysłu jak uszyć kieszonki i jak je umocować na kalendarzu, ale ... to już potem. Jak Scarlett O'Hara ... pomyślę o tym jutro...


Na koniec LINK do Kasi, gdzie można obejrzeć prace innych Uczestniczek SAL Choinka 2016

niedziela, 6 listopada 2016

Pory roku - jesień

     Jesień na dobre rozgościła za oknami, w moim domu, w sercu i "na tamborku". 
W parku, lesie, przy drodze wszędzie kolorowo, a jednocześnie tajemniczo i spokojnie. 
Musiałam coś jesiennego wyhaftować, więc wróciłam więc do moich pór roku. Obraz haftuję już dłuuugo. Poszczególne obrazki powstają w kolejnych latach


 Ktoś mógłby pomyśleć, że wzór trudny, że brzydki. Mógłby doszukiwać się innych przyczyn, a ja po prostu uwielbiam go. Rozkoszuję się nim


Haftuję jeden kolor, oglądam, zachwycam się i odkładam. Robię co innego i znów wracam do tej kanwy. 


Wybieram kolejny kolor i znów pohaftuję, nacieszę oko i odkładam. 


Na koniec uzupełniam obrazek o półkrzyżyki i ubieram w konturki. 


Bardzo powoli to wszystko robię. 
Miał tak Ktoś, kiedyś?


To na koniec raz jeszcze widok na całość


Poprzednie pory można obejrzeć w postach o wiośnie i o lecie

wtorek, 25 października 2016

SAL Choinka 2016 cz.10 - Kalendarz adwentowy cz. 2



Po tym jak zabrakło mi muliny (znaczy ona gdzieś jest w domu) utknęłam z robótką i ciężko było do niej wrócić.


Coś tam niby podziobałam kończąc pasemko, ale kalendarza adwentowego maleńko przybyło


jednak widzę światełko, hehhe nawet na fotce uchwyciłam, więc kiedyś może zobaczymy gotowca:)
  

SAL jednak zobowiązuje, więc żeby nie ośmieszyć się za bardzo tak mizernymi efektami wyhaftowałam bombki, które powędrowały na kartkę


Haftowałam na kanwie DMC rustico ze złotą nitką resztkami wiekowej muliny i muliną metaliczną DMC


Nawet nie wiecie ile zrobiłam fotek, żeby widać było owo błyszczenie kanwy, błyszczenie muliny, żeby w ogóle zdjęcia jakieś były w te szarobure dni, i żeby ta mulina ciemnoczerwona nie była pomarańczową, a ciemnomalinowa nie była różową:(


Pozdrawiam w ten cieplutki, deszczowy dzień. 
(Jakże cudnie w parku, żółto, czerwono, rudo ... Cudo)

niedziela, 16 października 2016

Jesienny wianek i inne skarby

Po szaroburych dniach, pełnych deszczu i chłodu, zaświeciło słonko. Wykorzystałam to i w ostatniej chwili wykopałam mieczyki i ziemniaki oraz zrobiłam nowy wianek. Jesienny


Powstał tradycyjnie z bazy z brzozowych witek i innych znalezisk z ogrodu: jarzębiny, głogu, hortensji i ligustra. Nie jest może bardzo strojny, ale kolorystyką idealnie wpasował się w nasze wnętrza i w sumie chciałam coś delikatniejszego


Ścięłam też ostatnie gałązki ziół. Nie pachną tak intensywnie jak latem, ale herbatka z melisy nadal smakuje wyśmienicie


Śmiech mnie ogarnia gdy widzę nasze coroczne plony i ich jakość. Zaczynam wątpić czy kiedykolwiek, cokolwiek tu urośnie normalne


Część warzyw tradycyjnie ususzyłam i zrobię z nich domową vegetę. Tu jeszcze świeże pory, cebula i pietruszka


Tu już wysuszone. Po prawej dołożona marchewka. Teraz tylko mielenie i zima nam nie straszna:)


 Na koniec prośba o radę, czy wiecie może dlaczego zawsze mam takie selery? Kupuję sadzonki, w sklepie, na rynku, od poleconych sprzedawców. Zdrowe, ładne sadzonki i zawsze mam takie brody zamiast kulistego korzenia. Dlaczego?????



Pozdrawiam serdecznie

sobota, 24 września 2016

SAL Choinka 2016 cz.9

Witam w ten jesienny wieczór. 
Piękny mieliśmy dzisiaj dzień, mimo, że deszczowy ranek tego nie wróżył. 
Aż żal, że nie zaliczyliśmy żadnego spaceru
A jak Wam minęła sobota?

Dzisiaj wpis SAL-owy, niestety nie pochwalę się postępami w haftowaniu kalendarza. Po wyszyciu kilku kolejnych elementów zauważyłam, że nie mam muliny. Ot przepadła. Obszukałam szuflady, pudełka z muliną, zaczęte hafty i nie ma. Powinnam od razu kupić brakujące pasemka, ale łudziłam się, że jeszcze odnajdę tamte. Odłożyłam więc to co mam, by ewentualnie dobrać odcień z Ariadny, bo sklepy w moim mieście rezygnują z Anchora (DMC też coraz mniej) i ...


wróciłam do zawieszek. Z ogromną przyjemnością wróciłam. Po pierwsze dlatego, że pozostał tylko jeden wzór, aby mieć komplet. Po drugie wzór bardzo ładny. W kształcie dzwoneczka.


Szybko, bardzo szybko powstała ta zawieszka, bo i chciałam mieć już je wszystkie. Ot, tak na już, od razu, najlepiej w jeden wieczór. I jakoś szybko machałam igiełką przy haftowaniu i wyjątkowo szybko uporałam się ze zszywaniem. 



Ciekawa jestem, która z bombek/zawieszek teraz podoba się Wam najbardziej.
Były takie: 12 i 34

Pozdrawiam ciepło

sobota, 10 września 2016

Mycie włosów mąką


Ten post mnie samą zadziwia. 
Może nie tyle post, co jego tematyka, bo o tym jeszcze u mnie nie było.
Prędzej bym się spodziewała wpisu o moim maniactwie lakierowym, malowaniu paznokci, ich ozdabianiu niż o pielęgnacji włosów i to w taki sposób:)
Do rzeczy
Ostatnio w wyniku braku czasu, weny, odległości i strachu przed fryzjerem "zapuściłam się". Zarosłam. Włosy są tak długie jakie nigdy nie były, no, może w czasach licealnych. Czyli wieku temu.
Pokochałam te długaśne, mięciutkie, pachnące włosy, a tu dodatkowy, nieproszony bonus się pojawił szczotka-krzak. Po każdym czesaniu niezliczone ilości włosów pozostawały na szczotce/grzebieniu. Nie sądziłam, że stres, niedosypianie, pobyt w zamkniętych pomieszczeniach, w świetle jarzeniówek może spowodować takie spustoszenie w organizmie. I pewnie wypadanie włosów(łysienie) u córeczki to też nie do końca efekt długotrwałej antybiotykoterapii jak mi tłumaczono.
Po powrocie do domu, w zasadzie już pomiędzy kolejnymi szpitalami zaczęłam czytać i eksperymentować, ale ta metoda przerosła moje oczekiwania, najbardziej i o tym dzisiaj będzie.

Mąka. Mąka żytnia jakiej używam do pieczenia chleba
i woda. Woda przegotowana jaką zawsze mam w dzbanku
Ot dwa zwykłe składniki,
pewnie w każdej kuchni dostępne
ale
czy ktoś wpadł na pomysł, by je zastosować inaczej niż kulinarnie?
Mi nie przyszłoby to do głowy na pewno:)
Gdy tylko o tym wyczytałam, wymieszałam szybciutko
3 łyżki mąki żytniej z 6 łyżkami ciepłej wody na gładką masę



Nałożyłam część tej mieszaniny na głowę i dokładnie masowałam skórę i włosy u ich nasady, następnie do pozostałej części dolałam troszkę wody i umyłam tym włosy. Spłukałam całość. Ot tradycyjne mycie
Odżywki nie nakładałam, bo chciałam poznać całkowity efekt takiego mycia mąką



i ... przeszedł on najśmielsze oczekiwania. 
Włosy mięciutkie, gładkie, błyszczące i czyściutkie. W to ostatnie jakoś nie wierzyłam;) Miałam obawy, że kluski na włosach zostaną, że włosy będą niedomyte i szorstkie

Podsumowując: dla mnie taki szampon z mąki to rewelacja. Nie wiem jeszcze czy ograniczy to wypadanie włosów, ale włosy ładnie wyglądają, troszkę dłużej są świeże i nie miały kontaktu z chemią


hehhe jako dowcip napiszę, że nieopacznie ostatnią łyżkę wsypałam mąki żytniej razowej. Ot złapałam kolejny worek, ciach, ciach i dopiero mieszając zauważyłam te grubsze kawałeczki, otręby. Na szczęście większość wypłukała się, a reszta została wyczesana:)

czwartek, 25 sierpnia 2016

SAL Choinka 2016 cz.8 - Kalendarz adwentowy cz.1


Dzisiaj o tym, jak to się właściwie stało, że zapisałam się na SAL Choinka 2016.
Otóż wieki temu zobaczyłam piękny kalendarz adwentowy. Dotąd wertowałam internet, dotąd pisałam do różnych osób, aż w końcu w mojej skrzynce znalazłam poszukiwany schemat. Dzięki Bogu, tylko i wyłącznie dzięki Niemu, bo nigdy tak nie robię, wydrukowałam od razu wzór. Okazało się potem, że mail przepadł, a papier przetrwał:) Wzór leżał długo, aż w ubiegłym roku, przypadkiem w czasie przeprowadzki go odnalazłam. Zakupiłam stosowny materiał, len, starodawny, charakterystycznie pachnący, z czasów PRL, ale taki mi się zamarzył. Potem poszukiwanie właściwego odcienia muliny i wystarczyło wbić igłę, ale ... było po świętach. 



Stwierdziłam, że zacznę latem, do zimy zdążę. I właśnie wtedy trafiłam na zapisy u Kasi na SAL. Stwierdziłam, że to rewelacyjny pomysł, świetna motywacja do systematycznego haftowania, że tym sposobem na pewno mi się uda, hihihiih i ... przez kolejne miesiące można było podziwiać efekty ... świątecznych haftów, ale na pewno nie był to kalendarz:)))) Ostatnio stwierdziłam, że czas nieubłaganie mija i jak nie zacznę teraz to i w tym roku dzieci go nie zobaczą. Tak więc, nieśmiało, po dziesiątkach przeliczeń, wymierzaniu, cięciu kwadratów zaczęłam pod węgierskim niebem




TU możemy podziwiać prace Organizatorki i innych osób biorących udział w zabawie