Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrująca książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wędrująca książka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 kwietnia 2016

Wędrująca książka od pomieszane-poplątane

Na początku grudnia dołączyłam do zabawy Wędrująca książka na blogu pomieszane-poplatane. Spodobała mi się okładka książki, nawiązywała do świąt Bożego Narodzenia, do radości, a tego wtedy u nas brakowało. Córcia chorowała trzeci miesiąc z przerwami. Akurat tego dnia, gdy zobaczyłam post, na ospę. Książka dotarła do mnie od Ani z bloga Krzyżykowe perypetie i nie tylko ... W przesyłce oprócz niej znalazłam takie skarby



Zakładkę i kisielek od razu przywłaszczyła sobie córka. A książka? Cóż, lekko napisana, szybko się ją czyta, pewnie jeszcze lepiej przed świętami:) Ode mnie książka powędrowała do Avrea. Dołączyłam zakładkę i słodkości. 


Zakładka ze wzorem czarnego haftu. U mnie w zieleniach, bo przecież wiosna już. Uwielbiam te wzory, mimo, że pozornie proste zawierają sporo plątania, liczenia, kombinowania. 


Przód to kanwa marmurkowa, tył zielony filc


poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Wędrująca książka mamagi

Dawno temu, jeszcze wtedy na blogu mamagi, teraz Plachaart zobaczyłam zapisy na zabawę we wspólne czytanie jednej książki. Sprawdziłam w miejscowych bibliotekach czy mają ten tytuł i gdy ostatniego dnia miałam zapisać się ... poszłam rodzić. Kilka dni później na szpitalnym łóżku napisałam jednak do Organizatorki czy przygarnęłaby mnie jeszcze i w ten sposób dołączyłam do listy Uczestniczek. Pisałam o tym tu. Zaczęło się oczekiwanie, śledzenie wpisów na blogu Agnieszki i u innych dziewczyn. Po roku jakoś zwątpiłam, bo cisza w eterze, nie wiedziałam gdzie nasza lektura. I ... pewnego dnia list polecony, a na nic nie czekałam, adresatka też nieznana. Ogromne zdziwienie. Otwieram a tam ....


Książka okazała się bardzo ciekawa i praktycznie w dwa dni połknięta. Potem dokończyłam zakładkę dla kolejnej osoby, hehhe czyli samej organizatorki, bo książka wracała już do właścicielki. (Należało przygotować drobny upominek związany z czytelnictwem) Dorzuciłam słodkości, poczyniłam odpowiedni wpis w książce wśród  innych i tak to wyglądało przed wysłaniem dalej:


i jeszcze zbliżenie na przód zakładki


i na jej tył


Agnieszko raz jeszcze dziękuję za zorganizowanie zabawy i umożliwienie mi wzięcia w niej udziału. A tu podsumowanie zabawy u Plachaart

czwartek, 1 grudnia 2011

Kosz pełen zaległości - c.d.

Niestety poprzednim razem nie skończyłam, ba nawet nie rozkręciłam się za bardzo, bo moje bardzo nienajedzone dziecko wszczęło raban! W związku z tym, że księżniczka jest numerem jeden, puściłam w eter niedokończony post i dzisiaj znów próbuję. Chociaż ... nie wiem czy nie skończy się to podobnie ...Nie wiem czy kiedyś wyjdę z tych zaległości i uda mi się być na bieżąco. Znajomi i rodzina pocieszają mnie, że jak córcia skończy 3 miesiące, będzie lepiej. Oby, bo na prawdę na nic nie mam czasu albo śpimy albo wisimy na cycku albo noszenie na ręku albo wożenie w wózku. Hihii ale nie wyrzekłabym się tego za nic:))))
Wracamy do robótek październikowych ...


Monet Claude "Ogród artysty"
Nie jest to na pewno robótka, ale moja kolejna pasja, o której dotąd nie pisałam. Uwielbiam to od zawsze, odkąd je odkryłam. Zwykle sięgam po nie w najbardziej nerwowych chwilach mego życia, w chwilach gdy potrzebuję wyciszenia, gdy muszę porozmyślać, w jesienno-zimowe wieczory, w czasie letniego urlopu lub właśnie wtedy, gdy noszę w sobie nowe życie. Zawsze mam w zanadrzu jakieś nowe, nieułożone puzzle. Ostatnio układałam ubiegłej zimy, potem wyparły je hafty i szydełkowa narzuta, ale zatęsniłam za tymi kartonikami i mimo wyszywanej zakładki za Wymiankę, mimo nieskończonych wtedy myszek wyciągnęłam je. Miałam do wyboru 2 obrazy. Ten bardziej przypadł mi do gustu z oczywistego powodu ... córcia idzie...











Zazdrostka wg Elise cz.2
Miotałam się bardzo pod koniec ciąży po leżeć musiałam, a ja nie umiem tak nic nie robić. Krzyżykowanie odpadło, puzzle odpadły, więc do łask powrócił haft richalieu. Wyciągnęłam szmatkę z wyrysowaną roślinnością i dalej do dzieła! Po jednym wieczorze już wiedziałam, że i to odpada. Mdłości wróciły:(. By dokończyć nitkę przefastrygowałam listek, potem łodyżkę i... bingo!!! To mogłam robić. Więc przez kolejne dni obleciałam nitką wszystkie kontury na zazdrostce, w lepszych momentach haftowałam zawzięcie. To teraz efekty:



Wędrująca książka mamagi
O tej zabawie, o książce i całej reszcie przeczytałam zaraz po opublikowaniu posta przez mamagę. Jak zawsze tysiące wątpliwości i dopisałam się dzień po zamknięciu zapisów. Dzięki uprzejmości Organizatorki dołączyłam jednak do zabawy i teraz z niecierpliwością czekam na książkę. A dostanę ją za 21 pomnożone przez 3 czyli za rok najwcześniej:)))