Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z mojego życia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z mojego życia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 listopada 2018

Listopad 2018- planner do pobrania

     

       
        Pięknie nam się zaczął ten miesiąc. Przepięknie. Nie pamiętam takiego dnia Wszystkich Świętych. Śmiałam się, że pierwszy raz w życiu w tym dniu nie miałam rękawiczek. A były takie dni, że miałam ich nawet dwie pary. 



Pamiętam ten dzień z dzieciństwa, gdy stałyśmy z siostrą przy grobie w zaspach śniegu. I ... raczej tak postrzegam 1 listopada. Potem był dziki galop do domu, a blisko nie było, zarzucanie nóg na kaloryfer i rozgrzewanie stóp. Wcześniej polewanie dłoni ciepłą wodą, jak kto pierwszy dobiegł do łazienki. I ten kożuch mamy. Ciężki. Śmierdzący naftaliną. Niemodny dla nastolatki. Ale jak fajnie było go mieć, gdy mama nie szła na cmentarz. A było tak, gdy któreś z rodzeństwa było chore albo maleńkie albo pod koniec maminej ciąży. heheh pewnie ze trzy razy się załapałam, ale pamiętam to oburzenie, wstyd przed rówieśnikami, a potem ... dumę i radość, że jednak mniej zmarzłam od niektórych:) 

Dzisiejszy 1 listopada jakże odmienny, jakże ciepły, kolorowy, wręcz bajeczny. Tylko czemu tak wiele grobów przybyło. Tych z rodziny, znajomych bliższych i dalszych, i tych nieznajomych. Tylu młodych i starych ludzi. 



Na koniec planner listopadowy zostawiam. Kto jeszcze nie ma, niech drukuje i niech mu dobrze służy Planner do ściągnięcia


czwartek, 23 marca 2017

CYKLICZNE SZYDEŁKO - Wiosenne kwiaty: narcyzy i żonkil



       O kolejnym wyzwaniu nawet nie myślałam, ale jak zobaczyłam te piękne żonkile... musiałam, musiałam je zrobić. Chociaż jednego. Ten pierwszy wyszedł nieforemny, innym się nawet spodobał, hihihi córka zabrała do zabawy. Potem wydziergałam różowego. Jeszcze nieskończonego zabrał syn do szkoły. Tam trafił na kartkę wielkanocną. 



Córce tak się spodobała praca brata, że z resztek stworzyła swoją własną, wiosenną kartkę:)



      Potem długo, długo nic i dzisiaj mnie olśniło. Oczyma wyobraźni znalazłam zastosowanie dla kwiatków. I jeszcze wydziergam ich dużo, i zrealizuję ten plan, i może tu pokażę. 



      Dzisiaj powstała za to kartka. Wszystko co miałam zebrałam, brystol, szydełkowe kwiatki i hafcik, który miałam wcześniej wyszyty, powycinałam co nieco, dokleiłam tu i ówdzie, i voila!






Kartkę zgłaszam do zabawy na blogu DIY.



poniedziałek, 13 lutego 2017

Zima

       Było zimowo, potem jesiennie i gdy niektórzy wiosny zaczęli wyglądać, zima nagle ocknęła się i znów nam zapanowała. 


Otuliła białą pierzynką, przymroziła nosy, zmalowała piękne malunki na szybach. 


Często w tym tygodniu się nimi zachwycałam, bo czyż nie są piękne?


Oceńcie je sami


sobota, 31 grudnia 2016

Papierowe gwiazdki


         Siedzimy nadal z córcią w domu. Trochę doła złapałam, bo tyle chorób ile przeszłyśmy w ostatnim roku to starczyłoby dla grupy przedszkolaków, a nie dla jednej dziewczynki. Dziesiątki butelek z syropami, dziesiątki listków z tabletkami, tubki z maściami, fiolki z kroplami, kroplówki, czopki, granulki, torebki z ziołami, kilka termometrów. Dziesiątki chusteczek, rolek papieru toaletowego: w chmurki, baranki, dary morza, kwiatki, wzory dziecięce, choinki. Nawet nie wiedziałam, że tyle ich znajdę w sklepach. Wszystko było. Do tego dziesiątki nocy nieprzespanych, majaczenia nocne, naście zmian pościeli/bielizny. Maksima temperatur. Zwolnienia lekarskie, urlopy i niezadowolenia przełożonych i współpracowników. Dnie w półśnie, bez planów, bez radości. Nie wiem czym jeszcze nas los zaskoczy. Czy może to się skończy wraz z 2016 rokiem? Jestem pełna wiary. Nadziei, że wszystko za nami, że teraz będzie lepiej i lepiej


Gwiazdki robi się bardzo prosto


i co ważne, uspakajają, wyciszają


i tak tnę, i zaginam te papierki .... i mam ich tak duuuużo ....



i jak ładnie na choince wyglądają




środa, 22 lipca 2015

Złodziej

Nadal złodzieja przebrzydłego u siebie goszczę. 
Nie pomagają ani generalne porządki połączone z przetrząsaniem zawartości wszystkich szaf, szuflad i półek, ani trzepanie dywanów, ani wietrzenie pościeli, ani wyjazdy z pozostawieniem pustej lodówki, ani skrupulatne planowanie dnia i rozliczanie się z każdej czynności, z każdej minuty, i ani upały, ani deszcze, ani mrozy nie pomogły mi pozbyć się owego, niechcianego lokatora. 
Wręcz stał się na tyle zuchwały, że jest ze mną wszędzie. Kończyło się lato myślałam przestraszy się zimna, słoty, odejdzie...


Niestety. Trwał przy mnie nadal. Mijała jesień, łudziłam się stale, ale on jak ten wierny towarzysz był i był...


Potem liczyłam na sen zimowy. Myślałam, zapadnie drań jeden w długi letarg, odpocznę od Niego, nadrobię zaległości, że w końcu zrobię to co zaplanuję, że kładąc się spać, rano wstanę wyspana,  w pracy zdążę wszystko zrobić, nie będę z językiem na brodzie biegać na przystanek, w domu zapanuje porządek, i gdy przyjdzie wolna sobota nie będę się dziwiła, że kolejne dwa tygodnie minęły, a chwilę później trzeba kartkę w kalendarzu zmieniać, bo kolejny miesiąc minął 


Jednak zima minęła, a On kurczowo uczepiony wiosnę ze mną witał. Bezradność mnie ogarnęła, bo tak chciałam w końcu wymienić to co zrobiłam, w domu, w ogrodzie i pracy, wymienić to jak bawiłam się z córcią, to co robiłam z synami, co przeczytałam, chociaż jaką zaczęłam czytać książkę, powiedzieć, że jakiś artykuł w prasie przeczytałam, że film obejrzałam, że spotkałam się ze znajomymi, że widziałam, że jednak coś się zmieniło w otoczeniu, że w końcu dom wykończony...


I kolejne lato nastało, i żadnych zmian nie odnotowuję, nie mogę się go pozbyć. Wrósł we mnie? Już zawsze u mnie będzie mieszkał? Zawsze mi będzie towarzyszył?

Więc może na koniec prośba do Niego: 
Złodzieju, oddaj mój czas!

i może dla Was propozycja:
chce Ktoś Go przygarnąć? 
Oddam za darmo:)
Zakładkę dorzucę
i suszu lawendy
i słoiczek dżemu
...
chce kto?

piątek, 29 sierpnia 2014

Wakacyjne migawki

Na wakacje najmocniej i najdłużej oczekiwał mój syn. Chyba już w połowie kwietnia zaczął odliczać dni do upragnionych wakacji. Dodam tylko, że po dwóch tygodniach lipca jakoś zatęsknił za szkołą, no, może nie za nauką, ale za kolegami i jak stwierdził, za tym, że jak się chodzi do szkoły to ciągle coś się dzieje;) Błogie lenistwo jednak nie dla Niego
Początek wakacji był przyjemny, ciepły, potem z każdym dniem temperatura rosła i gdy przyszedł czas wyjazdów ochłodziło się i zaczęło padać. Szczerze? Wolę taką pogodę niż upały i suszę, ale lato to lato i tak musi być:) Może tylko nie powinno być tak zimno, jak w drugiej połowie sierpnia, 6 stopni nocą to zdecydowanie za mało, a tyle u nas już było
Czas na wakacje w naszym obiektywie:


Były lody własnej produkcji

Były wyprawy do lasu i  zbieranie jagód


Było czytanie książek, tu akurat jedna z  moich lektur

Był świeżutki chlebek z pomidorkami z  naszego ogródka













Były podróże te bliskie, dalsze i całkiem dalekie

 Były spotkania przeróżne, z większości brak zdjęć

 Były wyjścia do kina, biblioteki, parku i do Aqua Parku


 Było troszkę haftowania, więcej przerabiania owoców i warzyw, a najwięcej pielenia, koszenia i innych prac w ogródku, a i troszkę szycia było...

Dotrwał ktoś do końca?
Pozdrawiam serdecznie

niedziela, 1 lipca 2012

Pory roku - wiosna

Podziwiam dziewczyny, które konsekwentnie tydzień w tydzień i tak od kilku lat publikują nowe posty. Osoby piszące codziennie to zupełnie inna historia;)
U mnie od momentu powstania bloga, różnie bywało. Ponad miesiąc temu wróciłam po macierzyńskim do pracy i ... zupełnie na nic nie mam czasu. Wcześniej nawet jak nie pisałam tu u siebie, to byłam na bieżąco z czytaniem - oglądaniem Waszych blogów. Teraz? Wszędzie zaległości. I nie pamiętam dnia, bym położyła się spać wcześniej niż o 1-ej i wstała później niż po 6-ej. W międzyczasie oczywiście półgodzinna przerwa na karmienie -jedna-dwie, a nieraz i dłuższa na zabawę. Śpię po 3-5 godzin. Jestem zmęczona. Strasznie zmęczona i zaspana. Kręgosłup boli, bo Kruszynka coraz więcej waży. Noga wciąż boli, bo niemal codziennie przybywa nowy siniak lub ugniatam te stare. Siniaki to efekt dojeżdżania do pracy, tym samym dowożenia córci do teściów. Autobusy nawet niskopodłogowe wcale nie są takie niskie, a te starego typu z dwoma wewnętrznymi schodkami są okropne. Szarpię się więc z tym wózkiem - gondolą, łapię pod pachę, obijam o biodro czy nogę i stąd te sińce, krwiaki na całym udzie.
Poza domem jestem ok. 10 godzin. Jeśli mam drugą zmianę to tracę najlepsze godziny dnia, bo od 10.30 do 20.00. Z rana do tej 10-ej to zdążę zaledwie zupkę ugotować, sprzątnąć po śniadaniu, wyszykować nas obie. Po 20-ej to tylko kąpiel, kolacja i ... czas dla chłopców. Mało czasu, a przecież oni też potrzebują matki. Oj, mało! Boleję nad tym bardzo!! A gdzie czas na dom, ogród, znajomych, rodzinę? Nie ma!!! I gdzie czas na wyszywanie i inne hobby? Tego zupełnie brak:(
A przecież mam dług...Kasiu, raz jeszcze przepraszam. To coś się robi, cały czas się robi... Jeszcze trochę ... Coraz bliżej jestem końca ...
Na domiar złego od tygodnia jestem sama z dziećmi, bo mąż wyjechał. Mam pierwszą zmianę... autobus o 6.18 ... chodzę spać po północy ... wstaję po 4-ej ...
ale ...
jest dobrze
i ... 
dzięki przypomnieniu Madziorka pokażę swoją zaległą pracę:)
Haft powstał w ramach SAL Minihafciki 2012 r. Regulaminowy wzorek był opublikowany w wyznaczonym dniu, drugi ukończyłam kilka dni później i ... zapomniałam się nim pochwalić. 
Ramkę kiedyś tu pokazywałam. Później pojawiły się zielenie i było ładnie



Po dohaftowaniu krzyżyków w różowych barwach, było cudnie i aż nie chciało mi się tego psuć innymi kolorami


Jednak musiałam. Pojawiły się kolejne kolory ...


i kolejne ...


i konturki. Tak wygląda gotowa praca. W oryginale napis był w języku angielskim. Cenię sobie język ojczysty, stąd napis po polsku. Zrezygnowałam z listków przy gałązkach tworzących ramkę. Kolorystyka niemalże oryginalna. Jest tu coś wadliwie wyszytego, ale może nikt tego nie zauważy? Jak mówi mój syn "mamuś, a może to tak celowo? Może tak miało być?"


Pozdrawiam wszystkich zaglądających tu, bardzo serdecznie!!!





poniedziałek, 31 stycznia 2011

O życiu przeplecionym radością

- Mamusiu, chodź porozmawiamy!
- Czy coś się stało synku?
- Nie, ale ...
- To czemu chcesz teraz rozmawiać?
- bo lubię z Tobą gadać :)
- O czym dzisiaj porozmawiamy?
- Jak zawsze ... o życiu!!!


Długo zastanawiałam się nad założeniem bloga. Przeglądając dziesiątki innych zachwycałam się ich wyglądem, treścią, pokazywanymi pracami, pomysłowością i wrażliwością ich właścicielek. Nadszedł dzień, gdy postanowiłam spróbować blogowania. Ten blog będzie próbą zatrzymania tego co ulotne, tego co ważne, tego co daje mi radość. Będzie zatem o tym co plotę z nitek, o tym co plecie wiatr za oknem, o pleceniu wianków i pleceniu chałek. Mam nadzieję, że nie okaże się, że to tylko plecenie piątego przez dziesiąte ... bo kto by chciał tego słuchać?