sobota, 26 listopada 2011

TUSAL - cz.5

Czas goni jak wściekły, niedawno prezentowałyśmy słoiki październikowe, a już mamy listopad. W związku z tym, że za dużo nie działam na polu robótkowym, heheh chyba na żadnym nie działam;), to zbyt dużo w słoiku nie przybyło. Widać za to różnokolorowe ścinki, więc jak słusznie się domyślacie, literek przybyło:)



Pozdrawiam ciepło!



Kosz pełen zaległości

Kochani, jesteśmy już od jakiegoś czasu w domu i bardzo się z tego cieszymy. Niestety nie mam na nic czasu, o prowadzeniu blogu i śledzeniu innych nie wspomnę. Córcia jest niezwykle żarłoczna i towarzyska. Uwielbia  życie nocne i praktycznie w dzień śpi, a nocą jak prześpi 2-3 godziny to wszystko. Z mężem ledwo chodzimy, ale ... córeczka skończyła już miesiąc, przybiera na wadze i uroczo się uśmiecha:)
To teraz o robótkach. Jak się można domyśleć, w takiej sytuacji o tym, też można zapomnieć, ale .... udało mi się cichaczem ukończyć jedną bombeczkę SAL-ową. Pewnie kiedyś o tym napiszę, bo jak się okazało mam całkiem sporo zaległości tych sprzed porodu;). I jak zaczęłam przeglądać fotki to i o tym by się chciało napisać i o tym, i to pokazać i ... uzbierał się cały kosz tych zaległości. 
Zacznę od:


Skarbów od cinka26
Nie byłabym sobą gdybym pominęła to milczeniem. Otóż potrzebowałam podstawki pod kubek. Takiej plastikowej, do której wkłada się hafcik. Przejrzałam Allegro, kilka pasmanterii internetowych, bez skutku. Napisałam o tym na blogu i do cinki. Marta od razu zaofiarowała pomoc i w ten sposób dostałam nie tylko rzeczoną podstawkę, ale i drugą, i guziczki, i wstążeczki i inne urocze przydasie. O tyle cudnych rzeczy:




Martuś jeszcze raz wielkie dzięki!!!!


SAL-owe myszki- cz. 8
Właściwie myszki z myszszeczkuniowego SAL-a wyszyłam, ale jak kiedyś wspominałam do realizacji mojego tajnego projektu potrzebowałam 9-ciu baletnic. Więc znów wskoczyła na płótno "pierwsza" baletnica, hihi ale nieco inna kolorystycznie:).
To teraz fotka myszki "pierwszej", która już jest myszką ósmą:)))))




a potem poleciałam z kolejną myszką. Trudny miałam wybór. Ostatecznie padło na ostatnią baletnicę, ale hihhi, czerwonego mi się zachciało i jak Wam się taka podoba?







poniedziałek, 7 listopada 2011

Wielka radość - mam córcię!!!!!

Korzystając z wolnej chwili i faktu, że mam dostęp do netu, chcę się pochwalić. Otóż 
w niedzielę - 23 października urodziłam śliczną, zdrową córeczkę. 
Kruszynka ważyła zaledwie 2990g. i mierzyła 51 cm. 
Dostała za to 10 pkt w skali Apgar i potem zaczęły się schody. 
Dopadła ją żółtaczka i nie chce puścić. Było naświetlanie na dwie lampy, przejście na ściągany i podgrzewany pokarm, przepajanie glukozą, naświetlanie jedną lampą. Obecnie znów na ściąganym pokarmie, podawany jest Luminal i naświetlam jedną lampą. Jestem szczęśliwa, że mam córkę, ale nie mogę już patrzeć na te wszystkie zabiegi nie przynoszące efektów. Jestem zmęczona i smutna, ale kto mógłby patrzeć na męczenie takiego maluszka:



Z tego miejsca chciałabym podziękować Moteczkowi, za przekazanie wiadomości o narodzinach córci i przeprosić organizatorki SAL-ów, że nie opublikowałam prac na czas. Nie mam chwilowo jak, ale i myszki, i słoik obfotografuję jak wrócę do domu. Zakładka i książka w ramach zimowej wymianki też w domu czekają. Wiedziałam, że urodzę przed terminem, ale myślałam, że trochę później ... ba, czasem łudziłam się, że tym razem donoszę do terminu ... i znów się nie udało ...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie ze szpitalnego łóżka