środa, 30 sierpnia 2017

Swobodne haftowanie cz. 7 - finisz

     
         
         Coraz trudniej mi się pisze. Nie potrafię ubrać w słowa tego co się u mnie dzieje. Coraz częściej zaglądam do Was, czytam, komentuję, znów czytam, podglądam, zachwycam się albo myślę jak ja bym to zrobiła i lecę do kuchni, do pracy, do dzieci, ogrodu, prania, przetworów i tak mijają dzień za dniem. Jeszcze nie tak dawno planowałam letni urlop, a już niedługo będę główną pomocnicą Mikołaja:)
Podobnie rzecz się miała z tym SALem, wydawało mi się, że ze dwa, trzy miesiące temu zapisywałam się, a tu koniec. Wszystko wyszyte, sklecone w całość. Stoi tak jak sobie wymarzyłam i cieszy oko.
Wyszywałam początkowo w innej kolejności, bo dołączyłam do grupy nieco spóźniona. Najpierw powstał ten zygzaczek


Jako drugi wyszedł spod mojej igiełki taki


Potem był ten ornament 


potem ten już planowo, jak u wszystkich


Aż wreszcie powstał ten najpiękniejszy


i ten ostatni


Wszystkie razem tak się prezentowały: 


I aż żal mi było je ruszać, bo krawcowa ze mnie marna, a plan szyciowy był właśnie. Odwlekałam to do ostatniej chwili. W przerwach między pakowaniem walizek, mierzyłam, cięłam jakieś koszule, spódnice, łączyłam z haftami, by na koniec powstało coś takiego:


Pozostałam wierna jednej kolorystyce, bo taka mi pasuje do wnętrza. Brązy i płótno lniane. Do tego materiały lniane i bawełniane, beżowe.



Ciężko było tak uszyć, by zgrać ze sobą materiały, potem by wysokość była podobna na  wszystkich elementach. Pudełka też niby wszystkie po papierze ksero, a jakie nierówne. Pozostało mi jeszcze dorobić pokrywki do pudełek, ale to już "jutro"...


    Wszystko to powstało oczywiście dzięki Splocikowi i Jej zabawie z pięknymi motywami roślinnymi. Dziękuję za umożliwienie mi wzięcia w niej udziału. 


Prace Organizatorki i innych uczestniczek SAL TU obejrzycie

piątek, 25 sierpnia 2017

Smalls SAL 2017 cz. 8 czyli metryczka dla Różyczki


          Miałam ochotę w tym miesiacu przygotować na SAL Smalls letni hafcik, taki z łódką, pucharkiem lodów czy piachem, latarnią, leżakiem. Zabrałam mulinę i kanwę daleko w świat i nawet krzyżyka nie wyszyłam. Tymczasem chrzciny siostrzenicy mieliśmy, więc wyhaftowałam metryczkę, co prawda taką narodzinową, ale siostrze bardzo się spodobała. Zawsze to coś innego w gąszczu kopert z pieniążkami:-)


          Wzór już kiedyś wykorzystywałam, w metryczce dla chrześniaczki, inny bobas z tej serii trafił do synka koleżanki. Wdzięczny motyw i łatwy w obróbce:-)


Prace SALowych koleżanek można TU oglądać