sobota, 15 marca 2014

Dendrobium wiosną

Dendrobium wiosną zakwitło...
Niby trwa jeszcze kalendarzowa zima, ale za oknem wiosenna pogoda i chyba wyczuł to mój storczyk, bo zamiast jednego kwiatka, po raz pierwszy kwitnie podwójnie. Na dwóch łodyżkach:) Zaczęło się niewinnie, jak zawsze. Zielone coś, potem coraz dłuższa łodyżka, malutki pączek, więcej pączków, pąki i gdy te już nabrzmiały, zaczęły kwitnąć, z drugiej gałązki zaczęła wynurzać się druga łodyżka.



Gdy pierwsza kwitła. Pięknie kwitła. Gdy zaczęła gubić pierwsze kwiatki, druga wypiękniała i też zakwitła!! Cudny widok




Tymczasem inne Dendrobium zaszalało i najpierw wyciągnęło ubiegłoroczne nasionka, te kupione i te własnoręcznie zebrane. Potem dokupiło troszkę. 


Na koniec zaszalało i przedwczoraj dostało paczkę nasion - wynalazków, bo ... jak szaleć to szaleć, i jeśli ten ogród, i to podwórko mają jakoś wyglądać to tylko w tym roku muszę tego dokonać;)




 Tak więc plany mam ambitne. Wyrysowane na kartkach już grządki i pergola na tarasie. W szklarni rzodkiewka i sałata już posiane. W ogrodzie groszek. Posadzony jesienią czosnek kiełkuje. Rabarbar też przyjął się, bo nieśmiało wychyla się z ziemi. W ubiegłą sobotę zasadziliśmy kolejne drzewko, tym razem wiśnię szklankę. Skalniak uprzątnięty. Pierwsze kwiaty wiosenne zakwitają. Dużo, bardzo dużo przed nami pracy, ale damy radę. Musimy! Musimy, bo za długo już to wszystko trwa. Na zachętę dostałam od męża pęk prześlicznych rękawic. Aż żal je brudzić;)



hehe, a przed chwilką wyjrzałam przez okno .... a tam śnieg leży:)))))))))

piątek, 28 lutego 2014

SAL Уютный календарь cz. 3 - Март

Kolejna odsłona SAL-owego kalendarza czyli ... błąd za błędem.

Właściwie pierwszy błąd popełniłam na wstępie. Dowiedziałam się jednak o nim  dopiero w połowie wyszywania, gdy doszłam do zieleni na listkach. Otóż napis wyszyłam złym kolorem, o ton za jasnym i musiałam kombinować z kolejnymi odcieniami:(
Druga wpadka to kolejny element haftu - pszczółka. Jej skrzydełka machnęłam na czarno, a powinny być brązowe. O tym dowiedziałam się zupełnie na końcu, gdy doszywałam ostatni element obrazka czyli drugą pszczółkę


Po wyszyciu wszelakich niebieskości na ptaszku, zwłaszcza jego ogona zorientowałam się, że kanwę źle przycięłam, a wybrałam tak cudną, marmurkową, DMC, o odcieniu oliwkowym. Chyba pierwszy raz mi się to zdarzyło, a tak liczyłam, mierzyłam:(

Gdy przeszłam do haftowania żółtą muliną okazało się, że fatalnie dobrałam grafit. Za jasny! Zupełnie nie widać, że ten ptaszek ma oczy:(

Kolejna wpadka zaliczona na brzuszku. Jeden wieczór i żółty nr 1 wyszyty. Ucieszyłam się, że tak szybko. Przechodzę do kolejnego koloru - żółtego nr 2, ale gdzie on? Na monitorze kolory zlewają się, oczy bolą, odłożyłam poszukiwania na następny dzień i ... jakie rozczarowanie nazajutrz, gdy w świetle dziennym okazało się, że nr 2 mam wyszyty, a najjaśniejszy odcień czyli ten nr 1 leży sobie nietknięty:( Znów szukanie, zamienianie. Wreszcie haftuję dalej. Niby na pasemku był ciemniejszy, na kanwie nie widać różnicy:( Nie pruję. Zostaje tak. Jest źle, ale trudno, nie pruję i kropka



Inna noc, kolejny kolor i kolejny błąd. Gałązka. Brązy. 
Przerysowałam sobie je dokładnie, ale znów wyszło źle. Pomyliłam odcienie i ciemne części wyszyłam na jasno, a  to co było jasne, ciemnym brązem. Tym razem prułam. Miałam dosyć ptaszora. Odłożyłam robótkę na kilka dni

O dziwo, gdy do niej wróciłam, gdy przeszłam do kwiatka poszło szybciej i lepiej. Co ja piszę nie lepiej tylko bardzo dobrze:) Pszczółka wręcz w tempie ekspresowym
A potem to już tylko pranie, kombinowanie z wykończeniem i mam gotowy obrazek. 


Za chwilę zawiśnie na kalendarzu, wszak za momencik marzec:)

sobota, 15 lutego 2014

Zakładka dla Oli


Niedaleko pada jabłko od jabłoni ...
We wtorek wieczorem, pakując plecak do szkoły na kolejny dzień, mój syn niechcący znalazł zaproszenie.
Przyszedł z nim do mnie i tłumaczy, że wczoraj dostał, ale myślał, że zgubił, ale jest i czy może iść, i jeśli tak, to czy prezent kupię?
Myślałam, że śmiechem prychnę widząc Jego minę i słysząc to wyjaśnianie, jednocześnie zdziwienie, że taki roztrzepany i irytacja, że taki beztroski. Po chwili oprzytomniałam, wyraziłam zgodę na wszytko. Syn poszedł spać, ja zabrałam się za przerwaną robotę.
We czwartek nocą, przychodzi do mnie zaspany syn, bo spał, ale przypomniało Mu się i przyszedł spytać czy już coś kupiłam dla Jubilatki.
Oczywiście ... zapomniałam. Stanęło na tym, że wręczy książkę, bo Ola uwielbia czytać, a ja akurat ostatnio kupiłam "Tajemniczy Ogród" i wyhaftuję do niej zakładkę. Bombonierkę dokupimy rano jadąc do szkoły.
Nie mogłam zdecydować się na wzór, sięgnęłam zatem po zaczętą dawno temu zakładeczkę. Oj, długo w nocy siedziałam, ale wyhaftowałam brakującego osiołka oraz na tylnej stronie napis. Zszyłam dół mereżką i jeden bok zakładki. Zadowolona poszłam spać. Rano okazało się, że na zakładce jest plamka. Ponad rok leżało, więc nic dziwnego. Pierwsze podejście czyli zwykłe pranie w mydełku, plamka nadal jest. Proszek na plamkę, pocieranie ... plamka zrobiła się wściekle żółta, jak koszulki odblaskowe. Zaczęłam panikować, bo czasu mało. Odplamiacz do koloru - zero reakcji, odplamiacz do białego - lekko jaśniejsza, ale nadal jest, płyn do wc - plamka wróciła do stanu wyjściowego czyli koloru kogel-mogel:( Uprałam raz jeszcze w mydlinach, opłukałam i ... 
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma... 
Postanowiłam polubić ją. Wzięłam herbatę, którą akurat miałam zaparzoną na śniadanie, delikatnie porobiłam z niej plamki na zakładce, po dwóch stronach, gdzieniegdzie rozłożyłam nawet listeczki herbaty, po chwili całość w ręcznik papierowy, aby zebrać nadmiar płynu, potem ściereczka, żelazko, suche, do środka flizelinę, kawałek plastiku, zszywanie drugiego boku i gotowe. 
Pokochałam ją nawet



Jubilatce, a zwłaszcza Jej mamie prezent się spodobał, a to najważniejsze

Wydawało mi się to niemożliwe, udało się jednak. W każdym razie nie mam zamiaru powtarzać tego eksperymentu z codziennym pisaniem, bo to zdecydowanie nie dla mnie. Cieszy mnie fakt, że pokazałam ostatnie prace i mogę teraz pisać na bieżąco. Poza tym przede mną kolejne wyzwanie: tydzień kładzenia się spać najpóźniej o 24.00;) Proszę, trzymajcie kciuki